Rozterki duszy i serca pragnienia

JESZCZE CZUJĘ TEN ZAPACH I SŁYSZĘ SZUM MORZA

Jeszcze czuję ten piniowy aromat unoszący się w powietrzu
i brak mi tej słonecznej kąpieli,
muskającej delikatnie moją skroń ciepłym wiatrem,
oraz długich spacerów brzegiem morza,
zatopionych stóp w ciepłym piasku,
obmywanych słoną wodą nadpływających morskich fal.

Bardzo dobrze mi służył ten klimat śródziemnomorski,czułam się znakomicie i mój organizm funkcjonował niezawodnie.Mogłabym tam zamieszkać na stałe.
Woda wraz z pejzarzem tworzy niesamowity obraz i daje niebywałe przeżycie estetyczne,którymi nakarmiłam swoje oczy.
      Do Bibione przyjeżdżają całe rodziny,grupy przyjaciół i samotne pary po łyk słońca,świeżego powietrza,dla romantycznych przechadzek brzegiem morza w blasku księżyca.Po ciszę,spokój odnajdywany w szumie morskich fal i po to wszystko czego nie odnajdzie nikt w zagonionym,pochłoniętym pracą i troskami, w swoim małym świecie.
Są tam ścieżki rowerowe,boiska do piłki siatkowej,możliwość surfingu i place zabaw dla dzieci,oraz mnóstwo innych atrakcji.
Nikt się tam nie śpieszy,a deptak wieczorem wygląda tak, jak miasto cieni przesuwających sie wolno swoim torem.Mimo tysięcy osób nie słychać gwaru,nikt nikogo nie trąca mimo, iż wyglada to na ścisły tłum.Beztroskość tłumu przesuwającego się po deptaku jest prawie namacalna i robi również duże wrażenie w świetle kolorowych lamp i bibelotów, wystawionych na ulicę towarów w wielkich koszch i na stołach,oraz wieszakach, kusząc turystów  różnorodnością barw,do ich zakupu.
.


Będąc tak blisko Wenecji,byłoby niewybaczalne, by jej nie odwiedzić i nie zobaczyć tego zespołu zabytków najcenniejszych we Włoszech.NAJWIĘKSZEGO SALONU ŚWIATA-Pl.Św.Marka wraz z Bazyliką Św.Marka,Pałacem Dożów,Wieżą Zegarową,Gmachami Prokuratur Starych i Nowych.
Dzięki mojemu bratu mogłam to wszystko zobaczyć,o czym do tej pory tylko słyszałam z jego opowiadań i była to dla mnie niezła uczta duchowa.
Podziwiałam architekturę,ale i wąskie uliczki z barwnymi witrynami maleńkich sklepików,oraz słynnych gondolierów w swych mniej lub bardziej bogato zdobionych gondolach pływających po weneckich kanałach.Zadzierałam wysoko głowę,to znów patrzyłam pod nogi szeroko otwierając oczy,ale aby nasycić się do syta należałoby mi wrócić tam jeszcze raz.

Dni pobytu kurczyły się coraz szybciej,wkońcu trzeba było wracać,a tyle jeszcze chciałoby się zobaczyć.
I zobaczyłam, to czego nie widziałam jadąc  do Włoch.
Do Bibione jechaliśmy nocą.Obiecałam sobie nie zasnąć,aby obserwować mijane miejsca w świetle gwiazd i lam ulicznych.Niestety popadałam chwilami w drzemkę,po której nie miałam dobrego kontaktu z rzeczywistością.Ponadto w Austrii wjechaliśmy w ścianę deszczu utrudniająca jazdę na dość zatłoczonej autostradzie i na tym skończyło się moje marzenie o widokach nocą.A kiedy przekroczyliśmy granice włoską myślałam już tylko o dotarciu na miejsce,kąpieli i łóżku,bo mój organizm zaczął fiksować z powodu gwałtownych zmian aury,ciśnienia i temperatury,która po przyjezdzie do Bibione wynosiła 30st.
Ponieważ z powrotem wracaliśmy w ciągu dnia, mogłam podziwiać wspaniały krajobraz górski-potęgę gór,przy których człowiek jest jak okruszek,a jednak tyle potrafi zrobić zamieszania w przyrodzie.
Alpy są łańcuchem górskim o dużych różnicach wysokości,poprzecinany głębokimi dolinami rzek.Tworzy to piękne rzezby górskie działające na wyobraznię w szczególny sposób.Patrząc na te góry,chmury i lasy słyszy się muzykę tworzonych obrazów.
Naliczyłam trzydzieści tuneli, przez które przejeżdżaliśmy,o różnej długości,począwszy od dwustu metrów,aż do ponad pięciu kilometrów.Łączna suma tuneli to dwadzieścia sześć km.i czterysta czterdzieści metów.Pomyślałam wówczas jaką trudną drogę mieli niegdyś do przebycia handlarze i inni,kiedy jeszcze tych tuneli nie było.I również przyszło mi na myśł,jaką ciężką pracę wykonali ci,którzy owe tunele żłobili i,że natura się nie zemściła,kiedy tak głęboko w nią ingerowano?!

Urlop miałam wspaniały,błękit nieba,złote piaski,szum morza,lenistwo -kompletna beztroska.Czasem zaczęła mnie już męczyć ta bezczynność.Moje ciało stymulowane przez rozleniwiony mózg,stało się bezwładną masą poruszającą się niczym robot,któremu wyłączono niektóre funkcje,a pozostawiono jedynie te na użytek dnia codziennego,potrzebne do higieny osobistej i utrzymania pionu,z dodatkowym włączonym programem dużej dawki luzu,humoru i energii na potrzeby kilkugodzinnych spacerów brzegiem morza i nie tylko.
Opalona,odstresowana,odkompleksiona,wykarmiona i otoczona opieką przez mojego brata czułam się jak ptak,któremu urosły skrzydła i nauczył się latać,ale czasem zniża lot,bo boi się aby nie spaść oślepiony słońcem, nauczony ostrożności wie,że im bliżej słońca,tym blask większy.
Naładowana dużą dawką pozytywnej energii, wróciłam w domowe pielesze szarej codziennej rzeczywistości,życia w cieniu i ciszy oczekując słońca i ciepłego wiatru,listu i telefonu,dobrego słowa i ciepłych serc,a nade wszystko uśmiechu losu.Codzienność potrafi zaskakiwać i nieoczekiwanie bruzdzić w naszym życiu,co też uczyniła ze mną,sprowadzając mnie szybko na ziemię po moim powrocie,dając niespodziewane zajęcie zmuszające do refleksji,że przecież nic nie może wiecznie trwać.Nic to,najważniejsze jest zdrowie!!!
Prócz pięknych wrażeń,wspaniałych przeżyć i cudnych widoków nie ominęły mnie też negatywne odczucia,ale te natychmiast zbladły w świetle miłych elementów mojej pełnej wrażeń podróży i wspaniałego wypoczynku..

odwiedzin: 683178
do góry