Rozterki duszy i serca pragnienia

OPOWIADANIE

MIŁOŚĆ ZDARZYĆ SIĘ MOŻE



 Wyjazd do Sanatorium

*

Nie miał wcale ochoty na żadne sanatorium, bo co on tam mógłby robić, umrzeć z nudów?! Każą mu fikać nogami, albo jakaś chudzina będzie głaskał jego szerokie plecy, czy każą spacerować i słuchać śpiewu ptaków? To wszystko ma na miejscu, a przynajmniej śpi we własnym łóżku i może robić co chce, a tam dokwaterują go do jakiegoś starucha, co to chrapie jak czołgista. Może będzie głuchy i nie pogada nawet, albo upierdliwy i nie pozwoli włączyć telewizora. A może będzie łaził po nocach do kibelka co godzinę i jak on spokojny nad wyraz człowiek, ma to znieść, kiedy z niewyspania może obudzić się w nim najgorszy instynkt. Bo trzeba przyznać, że lubił się wysypiać, tak, jak lubił dobrze zjeść. I tu nasunęła się Romanowi kolejna refleksja; pewnie żarcie tam liche, bo to dzisiaj wszędzie kateringi, a on tego nie uznaje, jakieś świńskie żarcie i on jeszcze choroby jakiej się nabawi. O nie, on nigdzie nie pojedzie, niech go leczą skutecznie, a nie wysyłają nie wiadomo gdzie i po co.

Roman kochał spokój i poobiednią drzemkę. Lubił poczytać gazetkę i oglądać programy przyrodnicze, a co do sportu, to nie przepadał, czasem coś oglądał, ale wolał takich emocji unikać, bo zaraz coś się w nim gotowało, jak jakiś łachmyta coś schrzanił.
Nie wyobrażał sobie zmieniać stylu życia, tak jak przemeblowania w domu, po którym niczego nie mógł znaleźć, wszystko go irytowało, bo to już nie był jego świat pełen pamiątek. Urządził sobie co prawda pokój sam, ale nie miał już ulubionej starej szafy z pudłami, tylko nowoczesną komodę, a pudła z pamiątkami musiał wynieść do piwnicy. Nie chciał kolejnej awantury w domu, zatem machnął ręką na szaleństwo żony w tym temacie.
Ciekawe, dlaczego tak się uparła na ten mój wyjazd do sanatorium- myślał, hm, może jej już zawadzam. A może jednak pojechać i przekonać się, czy zatęskni, czy sama chce poszaleć z psiapsiółkami, co to jej tylko w głowie mącą...

Raz jeden mu pikawa zaszwankowała i już tyle szumu. Na kardiologii, gdzie robili mu badania, widział takie przypadki, że nawet mu się nie śniło; młodych ludzi po zawale, po zabiegach, jakichś balonikowaniach, stentach, a on, że trochę ma nadwagi i coś z cholesterolem, to zaraz do sanatorium!
Niestety, nie było przeproś, lekarz się uparł- pewnie żonka maczała w tym palce- pomyślał, bo tak chętnie pakowała jego walizkę, kupowała nowe dresy i załatwiła transport nawet, żeby zapewne się nie rozmyślił w pociągu. Nie miał już wyjścia, kiedy wszyscy się na to sanatorium uparli.

Szwagier zajechał swoją nową beemką, metalik w kolorze, jak w piosence, wypas full i radio gra. Załadował bagaż i Romana, uśmiechnął się spod wąsa i pognał jak wiatr, by dostarczyć na miejsce kuracjusza, jak najszybciej. 
Roman mógł swoim oplem pojechać, ale nie!- zaraz krzyk, a jak zasłabnie w drodze i co wtedy? A ponieważ był niespotykanie spokojnym człowiekiem, więc się nie sprzeciwiał już wcale.
Po trzech godzinach był już na miejscu. Szwagier wniósł jego bagaże do budynku i zostawił go tak, samego na środku holu, w kłębowisku ludzi z bagażami, ustawiającymi się do jakiejś kolejki. Zauważył wygodne fotele na których siedzieli przyjezdni, jeden był wolny, więc szybko go zajął. Postanowił się przez chwilę przyjrzeć tłumowi, zorientować się w sytuacji, a kiedy się trochę rozluźni i on stanie w kolejce, przecież nigdzie się nie śpieszył....

 

                                     Dzień pierwszy

Pokój dostał dwuosobowy, całkiem przyzwoity, z telewizorem, z balkonem i ładnym z niego widokiem na park. Łóżko wydawało się być wygodne i współlokator, też całkiem do rzeczy, jak na pierwszy rzut oka, wyglądał inteligentnie i zaraz na piwo zaprosił. 
Roman nie lubił piwa, ale tamten był na to przygotowany i poczęstował go brandy. Zapowiadało się ciekawie, wiedział już, że nudno tu nie będzie. Zaraz znaleźli wspólny język. Te same tematy ich kręciły- wiadomo; wolność i kobiety, to temat obszerny, a do tego samochody!
Pierwsza noc, nie we własnym łóżku i bez żony, daleko od domu, jeszcze wydawała mu się snem i miał nadzieje, że ten sen będzie przyjemny, oby nie okazał się rozczarowaniem lub totalną klęską- myślał nie zdradzając swych myśli współlokatorowi, z którym byli po bruderszafcie i co nieco 
o sobie już wiedzieli.
Roman nie znał nikogo w swoim otoczeniu, o imieniu Gabriel,
brzmiało jakoś anielsko, toteż zapytał skąd takie imię?
Nowy kolega, bardzo chętnie opowiedział całą historię związaną z tym imieniem, oczywiście z wątkiem rodzinnym. 
A opowiadał tak interesująco, że Roman się w jego myślach zaczytał.

- ( Imię to jest pochodzenia semickiego. Wywodzi się od hebrajskiego słowa oznaczającego „mąż boży”)
- Jest patronem: telegrafu, radia, telewizji, teledetekcji, dyplomatów i posłańców.

Wieczór spędzili w pokoju, tak się rozgadali, że omal przegapiliby kolację. Zwiedzanie okolicy zostawili sobie na następny dzień, jak czas pozwoli i nie stracą siły po zabiegach. 
Postanowili zrobić sobie mały rekonesans, co ciekawego mogli by robić, zanim czas będzie położyć się na spoczynek. Jaki w ogóle tu panuje rygor, czy jest jakiś regulamin, etc.

Następny ranek wszystko miał wyjaśnić, kiedy odbędzie się spotkanie z lekarzem i dostaną kartę zabiegową ....
Ogólnie wrażenie było pozytywne, ludzie uśmiechali się do siebie, zagadywali. Personel również sympatyczny i co najważniejsze, Roman nie mógł narzekać na jedzenie, miał dietę lekkostrawną i wszystko bardzo smaczne. Co prawda, to dopiero pierwszy posiłek, obiadokolacja, ale bez zarzutu i jadalnia przestronna, jasna i czysta, a to ważne było dla niego......

 

                                                  2/

 

                                         Wrzuca na luz

Zabiegów nie było zbyt wiele, bo nie wskazany był zbyt duży wysiłek, a ruch i jeszcze raz ruch, oraz przestrzeganie diety. Mógł popływać, trochę poćwiczyć, masaże też mu spasowały, totalny relaks, nawet nie wiedział, że tak mu się to wszystko spodoba.
Czasu wolnego było dużo, trzeba było go jakoś wypełnić, a z Gabrielem często się mijali w drzwiach, bo mieli zupełnie inaczej rozłożone zabiegi. Jednak wieczorem mogli czasem razem gdzieś wyjść. 
Towarzystwo coraz bardziej się rozkręcało, zaczęły się tworzyć grupki tych do tańca i tych do różańca.
Nie wypadało leżeć w pokoju przed telewizorem, kiedy jedni umawiali się na brydża, inni na tańce, a jeszcze inni na spacery przy świetle księżyca.

Przy stole siedziało ich sześcioro, dwie kobiety i czterech facetów, ogólnie towarzystwo zbliżone wiekiem i dość sympatyczne, choć panie, jakby trochę nieśmiałe, szybko się ulatniały ze stołówki, po spożyciu posiłków. 
Jedna z nich, Basia, dużo mówiła o zdrowym żywieniu, 
o ziołach, owocach i warzywach, poprawiających kondycję. 
O dziwo, wszyscy tego słuchali z zainteresowaniem, czyżby to był jakiś syndrom, powodujący, że chciałoby się zapomnieć 
o wieku i utraconą odzyskać energię życia?- zastanawiał się Roman, bo i on słuchał rad uważnie i gdyby nie to, że się trochę krępował pozostałych słuchaczy, to notowałby niektóre przepisy na zdrowie. Kto wie, może jak bliżej pozna Basię, to ją poprosi o kilka przepisów na koktajle, nalewki, czy domowe mikstury.
Na początek zapamiętał o dobroczynnym działaniu cytryny.
Będzie musiał to powiedzieć żonie, jej też się to przyda, szczególnie, że cierpiała na migreny i bolały ją stawy, a w tym pomocna miała być właśnie cytryna.
Kiedy wrócił do pokoju, szybko zanotował;
4 krople olejku rumiankowego na łyżkę olejku migdałowego, mieszankę rozetrzeć na dwóch połówkach cytryny i masować tym skronie.
A do filiżanki kawy wycisnąć pół cytryny i wypić.
Natomiast przy bólu stawów, dobrze jest pić sok z cytryny z wodą 1:2 przez miesiąc i tak dwa razy w roku.

Nowo poznani koledzy namówili Romana na wspólne wyjście wieczorem, by potańczyć trochę. W końcu lekarz zalecił ruch, a nic tak nie uruchamia wszystkich mięśni jak taniec i uwalnia od stresu.
Kiedyś dobrze tańczył, ale kiedy to było, chyba na własnym weselu, bo na weselu córki raczej nie potańczył, w większości czasu był zajęty sprawami organizacyjnymi, bawieniem gości 
i odwożeniem niektórych do domu lub hotelu, ponieważ przyjęcie było w innym lokalu, a noclegi nieco dalej.
Teraz miał okazję sobie przypomnieć, a tego ponoć się nie zapomina, jak jazdy na rowerze.

Ogolił się, wyperfumował, koszulkę polo i dżinsy założył, spojrzał z dumą w lustro myśląc, że jest jeszcze całkiem do rzeczy facet. Nagle się zdziwił, skąd u niego, nieznana mu dotąd oznaka próżności i natychmiast sam siebie skarcił.
No, ale jakoś musi zadbać o wizerunek, w końcu idzie do klubu, a tam zapewne każdy chce wyglądać przyzwoicie.

odwiedzin: 700872
do góry